Wielkanoc - dlaczego jest dla mnie wyjątkowa?


Dziś w niedzielę wieczorem - nieco spóźniony post wielkanocny. Ostatnio z weną i wszelką aktywnością poza pracą było u mnie ciężko - na szczęście udało mi się znaleźć remedium na wszelkie bolączki, kto wie - może przyczyniła się do tego właśnie Wielkanoc? ;) Jest to przecież czas odrodzenia i nie wchodząc tu już w szczegóły wyznaniowe - oczywiście czas nowego początku. Zatem tydzień po czasie, trochę o tradycjach wielkanocnych u mnie i o tym co czyni te święta dla mnie wyjątkowym.

Dekoracje

Podobnie jak w przypadku Świąt Bożego Narodzenia, dla mnie i mojej babci Wielkanoc to kolejna okazja ku temu, aby przystroić dom we wszelkie wielkanocne akcenty. Zatem, parapety obrastają we wszelkiej maści jajka, kurczaki i króliki, na parapetach rośnie również rzeżucha - w ozdobnych pojemnikach. Kiedyś z siostrą przygotowywałyśmy wszelkiej maści gniazdka, gdzie wkładałyśmy czekoladowe jajka. Dlaczego i po co? Tego już nie pamiętam, ale sprawiało nam to wiele radości. Dziś zazwyczaj stawiamy na gotowe dekoracje, które po prostu stawiamy w wybranym przez siebie miejscu. Od siebie mogę polecić wszelkie sklepy typu Pepco czy Action, gdzie gotowych dekoracji znajdziecie pod dostatkiem!


Święcenie pokarmów

O tak, to ta tradycja którą chyba lubię najbardziej. Jak wyjechałam na studia i sobotę wielkanocną zazwyczaj spędzałam w pracy, tradycja święcenia pokarmów w koszyku stała się odległym wspomnieniem. Później jednak złożyło się tak, że każde święta zaczęłam spędzać z babcią, więc po latach przerwy znów zaczęłam kontynuować to, co sprawiało mi tyle radości. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że miejsce w którym święciłam pokarmy w tym roku jest tym samym miejscem w którym święciłam je co roku od dziecka, aż do czasu pójścia na studia. Ze względu na to, że kościół znajduje się dość daleko od mojej dzielnicy od kilkudziesięciu lat, pokarmy święcimy na swego rodzaju placu. Wszyscy zbierają się w kółku, przychodzi ksiądz, trochę do nas poprzemawia i przechodzi do rzeczy. Koszyk w którym święcimy pokarmy przygotowuje babcia - zawsze udekorowany w ten sam sposób, z tymi samymi pokarmami w środku, nieduży - mający symbol raczej symboliczny. Z wiekiem robię się chyba coraz bardziej sentymentalna, a niezmienność obrzędu, miejsca i samego wyglądu koszyka jest dla mnie czymś wspaniałym.

Kulinarne tradycje

Cóż, tutaj nie będzie żadnych oryginalnych historii - bowiem na wielkanocnym stole znajduje się u mnie zapewne wszystko to, co i u Was. Jedyną zmianą, która zaszła w przeciągu kilku ostatnich lat jest mazurek. U mnie w domu nigdy się go nie przygotowywało, ba - wszyscy uważaliśmy, że ten wypiek jest zbędny i po prostu zły w smaku. Dopiero gdy mój obecny mąż spędził ze mną pierwsze święta, przekonał mnie i babcię do spróbowania i tak już zostało. W tym roku wszystko zostało na barkach męża (w kwestii mazurka), ale zazwyczaj dekorujemy go wspólnie układając jakieś wymyślne wzory.

Poza mazurkiem, wielkim uczuciem darzę też wszelkie pasty jajeczne i koniecznie tarty chrzan!

Choć za dziecka Święta Wielkanocne nie były przeze mnie lubiane (bo w opozycji do Świąt Bożego narodzenia były nudne i nijakie), z czasem dorosłam do świętowania, zrozumienia ich sensu i przede wszystkim - nauczyłam się doceniać ich wymiar, a nawet pielęgnować wspomniane tradycje. Choć niestety są to drugie święta z rzędu gdy nie udało się spotkać całą rodziną, mam nadzieję że następne w końcu będą pełne pod każdym tego względem. 

Komentarze