Świąteczne tradycje

 


                 

Dziś pierwszy dzień Świąt, a ja jako wielka entuzjastka tej celebracji – nie mogłabym sobie odmówić zamieszczenia tu kilku zdań od siebie w tej kwestii. Dziś Święta od strony kulinarnej – o potrawach, których nigdy nie może zabraknąć na naszym stole oraz o tych, które się na nim pojawiły. Nie martwcie się – nie wymienię tu wszystkich 12. Pewnie niczym Wam tu również nie zaskoczę, ale może Wy zaskoczycie mnie! Jeżeli macie ochotę się pochwalić swoimi tradycjami – zachęcam do dyskusji😊  

Uszka


Jedną z potraw, która na stole zawsze musi się znaleźć – jest barszcz z uszkami. Jest to chyba najbardziej charakterystyczny smak dla tego czasu (zwłaszcza, że uszek normalnie przecież nie jadamy), o bardzo długiej tradycji. Sam barszcz znany i ceniony był już w średniowieczu. Ceniono nie tylko jego smak ale także – właściwości zdrowotne. Co prawda przygotowywano go inaczej niż dziś (barszcz zwyczajny fermentowano w celu otrzymania kwaśnego w smaku napoju będącego bazą zupy), oraz dodawano do niego inne dodatki (np. ryby czy kaszę). Choć w zmienionej formie, w polskiej kuchni nadal ma on swoje miejsce. Znane nam uszka pojawiły się w XVIII wieku i do dziś stały się nieodłącznym elementem wigilijnej wieczerzy. Ja uszka przygotowuję znacznie wcześniej – na 2-3 tygodnie przed Wigilią i wkładam je do zamrażarki. Przepis jest banalnie prosty – robi się je podobnie do pierogów, a faszeruje podsmażonymi grzybami z cebulą. Nie jest to dodatek wymagający dużego nakładu i umiejętności kulinarnych, więc polecam je przyrządzić samodzielnie. Spróbowałam po raz pierwszy kilka lat temu i tak już ze mną zostały. Podobnie było także z piernikami (przepis tutaj), które wcześniej nie pojawiały się na rodzinnym stole. Dlatego zachęcam do spróbowania znalezienia potrawy, którą lubicie, a którą macie na stole np. w gotowej formie. Może się okazać, że kolejne święta już nie będą mogły się bez niej odbyć 😉


Kluski z makiem


Jestem z dolnego śląska, ale o przynależności regionalnej mojej rodziny do jakiegokolwiek kawałka Polski ciężko mówić – stąd tradycje na naszym stole są bardziej uniwersalne, potrawy które spożywamy w tym czasie można pewnie spotkać w każdym zakątku Polski. Namówiłam jednak babcię, aby spróbowała sobie przypomnieć to co jadała podczas wigilii jako dziecko. I tak przypomniała sobie o kluskach z makiem. Zrobiła je dla mnie po raz pierwszy na któreś ze świąt i oczywiście – tradycja już z nami została. Co roku myślę też o przygotowaniu kutii (rodzina dziadka wywodzi się z kresów), jednak sam dziadek za nią nie przepadał, więc wciąż odkładam to w czasie. Być może Wy też macie jakieś potrawy, które są charakterystyczne dla Waszego regionu? A może jest coś co jadali Wasi dziadkowie i pradziadkowie, ale z jakiś względów Wasi rodzicie już nie kontynuowali tej tradycji? Myślę, że warto poszukać takich przepisów, ponieważ mogą się one okazać miłym zaskoczeniem i może staną się elementem i Waszej tradycji.

Kuchnia Śląska



Będąc pierwszy raz podczas świąt na Śląsku, spotkałam się z wielością potraw których u mnie w rodzinnym domu nigdy w tym czasie się nie jadało. Jednymi z odkryć były dla mnie moczka, makówki i ciasteczka. Moczka jest swego rodzaju deserem, będącym czymś na kształt piernikowej masy z dużą ilością bakalii. Jej wersji jest całkiem sporo – każda gospodyni robi ją trochę inaczej. Jest to deser bardzo słodki i nie da się go na raz dużo zjeść, więc nie radzę przygotowywać go w dużej ilości. Makówki z kolei są deserem przygotowywanym na bazie dobrej jakości maku z bułkami lub chałką. Do tego dodaje się mleko i bakalie. Mleka osobiście nie lubię, więc tej potrawy raczej nie polecam. Ostatnią rzeczą, która bardzo mnie zaciekawiła, to tradycja przygotowywania ciastek – w różnych kształtach i smakach. I tu również dużo zależy od fantazji gospodyni. Jedne przygotowują ule (ciastka na bazie orzechów i spirytusu), inne coś co można by nazwać kokosankami, jeszcze inne kruche w różnorakich kształtach… Z podobnej tradycji znane są również Czechy, gdzie przygotowuje się kilkanaście rodzajów ciastek, a im bardziej kreatywne tym lepiej. Myślę, że zaczerpnięcie inspiracji z innego regionu (zwłaszcza kiedy Wasza druga połówka wywodzi się z regionu o innych tradycjach), jest nie tylko okazją do tego aby spróbować czegoś innego, ale też sprawić przyjemność drugiej osobie. Mój mąż jest Ślązakiem i makówki uwielbia.. więc choć wiem, że sama ich nie ruszę, dla niego z przyjemnością je zrobię (ps. to właśnie makówki są na zdjęciu powyżej). 


Korzystając z okazji, wesołych, spokojnych i pełnych radosnych chwil Świąt!

 


Komentarze

  1. U nas nikt już nie przestrzega 12 potraw, bo i nie ma u nas w rodzinie wybitnie religijnych osób, które by tego pilnowały. Ale obowiązkowo musi być barszcz z uszkami i pierogi ruskie podane ze śmietanką lub cebulką. Do tego karp w galarecie, smażony i ryba po grecku.
    Kiedyś, dawno dawno temu miałam okazję spędzić święta z rodziną pochodzącą ze śląska... i moczka to dla mnie trauma na całe życie. Ale to dlatego, że przygotowana była na bazie... zupy rybnej. Więc oprócz tego piwa, piernika i chorej ilości bakalii... pływały tam rybie głowy. I rybie oczka. Nigdy tego nie zapomnę i nigdy w życiu nie tknę moczki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie z 12 zawsze musi być, ale często wliczany też sosy czy dodatki, więc trochę oszukujemy 😉 co do ryb u mnie rzadko bywały, ale pierogi i uszka obowiązkowo (że śmietaną muszę spróbować)! A co do moczki...ta która jadłam na słodko, na piwie i pierniku się z rybami?!?!? Wcale się nie dziwię, też miałabym traumę 🙈 współczuję!

      Usuń

Prześlij komentarz