Myślę, że każdy z nas ma jakieś swoje „miejsce mocy”, gdzie
jest w stanie szybko się zregenerować i wrócić do działania. Dla mnie są to
ogólnie Czechy - tam nawet las wydaje mi się bardziej zielony a niebo bardziej
niebieskie 😉 Skąd
się wzięło to moje uwielbienie do tego kraju – sama nie wiem. Ale pośród wielu
miejsc, które lubię tam odwiedzać jest właśnie Skalne Miasto w Adršpach,
położone nieopodal polsko-czeskiej granicy.
Co to za miejsce?
Skalne Miasto jest rezerwatem położonym w Górach Stołowych. Skały,
które tam znajdziemy są w większości piaskowcami, a swe rozmaite formy zawdzięczają
licznym erozjom powstałym na wskutek działania czynników naturalnych. Co
ciekawe – do mniej więcej XVIII wieku, miejsce to uchodziło głównie za
schronienie dla lokalnej społeczności. Później odkryto potencjał turystyczny
tego miejsca i zaczęło zyskiwać ono na popularności. W XIX wieku, rezerwat
strawił pożar – w wyniku czego ucierpiała znaczna część roślinności. Był to
również etap przełomowy z innego względu – skały stały się bardziej dostępne (roślinność
ograniczała do nich dostęp), i możliwe było wytyczanie pierwszych sieci
szklaków turystycznych.
Jak się tam wybrać i o czym pamiętać?
Pierwszy raz na wycieczkę wybrałam się samotnie samochodem z
miejscowości, w której mieszkam (Świebodzice, okolice Wałbrzycha). Do
miasteczka można również dotrzeć pociągiem (Koleje Dolnośląskie, ale tej opcji
za bardzo nie polecam, ponieważ w sezonie wcale nie jest łatwo do takiego
pociągu wsiąść, zwłaszcza gdy dosiadamy się po drodze). Samochodem jest dużo
wygodniej, jest też duży płatny parking, gdzie bez problemu można zostawić
swój pojazd. Płacimy za pierwsze 4 godziny ok. 100 koron (17 zł, rok 2019). Później
cena za kolejne godziny drastycznie wzrasta, ale bez obaw – 4 godziny na pewno
Wam wystarczą. Co istotne – można płacić kartą, więc nie ma potrzeby zakupu
koron.
Godziny otwarcia możemy sprawdzić w dowolnej chwili
(wszystkie informacje znajdziecie tutaj,
bilety również można zakupić online (o ile pamiętam, wstęp to coś ok. 20 zł na
osobę dorosłą). Gdy zdecydujemy się na
ten rodzaj zakupu, bilety odbieramy w punkcie informacyjnym (po lewej stronie
przy wejściu, tam, gdzie toalety). Warto tam zajrzeć nawet gdy nie kupimy
biletów drogą elektroniczną, ponieważ znajdziemy tam foldery informacyjne – nie
tylko z rezerwatu, ale także z okolicznych miejsc.
Co można tam zobaczyć?
To miejsce to z pewnością raj dla tych, którzy lubią
spacerować i od czasu do czasu się trochę powspinać. Jednak bez obaw – trasa
jest tak pomyślana, aby za bardzo się nie zmęczyć. O zgubieniu się też mówić
trudno, ponieważ wszystko jest bardzo dobrze opisane. Ja należę do osób, które
bardzo łatwo się gubią i nie pamiętają skąd przyszły – tam poradziłam sobie bez
problemu. Podczas spaceru, na który powinniśmy wygospodarować ok. 2 godzin,
możemy podziwiać formacje skalne o różnorakich kształtach (takie jak. Głowa
Cukru, Wielbłąd, Madonna, Orle Gniazdo). Polecam jednak samemu spróbować
odgadnąć, z jakim kształtem mamy do czynienia. Warto również skupić się na
otaczającej przyrodzie, bo chwilami naprawdę zapiera dech w piersiach! Jest też dostępny rejs łódką (dodatkowo
płatny), jednak w sezonie kolejka do niego może być bardzo długa, więc póki co
nie udało mi się jeszcze łódką przepłynąć. Wycieczkę kończymy mniej więcej w
tym samym miejscu, w którym zaczynamy (tak przebiega trasa).
Na koniec wyprawy, możemy udać się na małe zakupy (są
stoiska z lokalnymi pamiątkami – polecam zwłaszcza piwo sprzedawane po kilka
sztuk w zestawie z lokalnego browaru) oraz posilić się w punkach
gastronomicznych. Gastronomii jednak nie polecam – typowy fast food w średnim
wydaniu. Ale ja ogólnie nie przepadam za fast food’ami, więc nie musicie mną
się sugerować 😉
Jeszcze jedna uwaga na sam koniec – polecam wybrać się
jednak rano. Miejsce jest naprawdę urokliwe i przyciąga tłumy, więc jeśli jak
ja nie lubicie spacerować w ścisku – wcześniejsza pobudka jest nieunikniona.
Moje doświadczenia
W Skalnym mieście byłam do tej pory kilka razy i wiem, że z pewnością tam jeszcze z kilka razy wrócę. Bardzo lubię zwłaszcza miejsce przy stawie (gdzie lubię sobie posiedzieć z kawą i chlebkiem bananowym). Polecam również wybrać się jesienią, bo jak widać po zdjęciach – widoki są niesamowite!
Tak jak wspomniałam na początku, Skalne Miasto w Adršpach to miejsce dla mnie szczególne. Pełne historii o których mogłabym tu prawić jeszcze nieskończoną ilością znaków. Być może, jeszcze wrócę do tego miejsca w którymś wpisie 😉 A Wy byliście już w Adršpach? A może wszystko jeszcze przed Wami? 😊








Witam, gdy piszesz że w Czechach las jest bardziej zielony no mam podobną obserwację. Będąc kiedyś u naszych sąsiadów tuż przy granicy z Polską natknęliśmy się na łąki tak żółte od mleczów że zachwyceni widokiem zatrzymaliśmy się na chwilę kontemplacji. Po naszej stronie granicy już tego nie było ale to pewnie kwestia nasłonecznienia .
OdpowiedzUsuńHej! Dzięki za podzielenie się tymi spostrzeżeniami :) Może rzeczywiście nasłonecznienie ma tu coś do rzeczy, nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. Pamiętasz może gdzie dokładniej były te łąki? Zaciekawił mnie ten wątek 😉
UsuńTo były Orlické hory, okolice miejscowości Zdobnice.
UsuńDziękuję! W tych górach jeszcze nie byłam, więc jest pretekst aby się tam udać zatem :)
Usuń